czwartek, 26 sierpnia 2010

Ło KVRWA!! Co się dzieje?

Mniej więcej większość z was, czytaczy, tak właśnie reaguje wchodząc codziennie na naszego bloga, zastanawiając się co się z nami, autorami, dzieje.
Ano dzieje się i to nie za dobrze się dzieje. Od dłuższego czasu ekipa jest prześladowana przez: konfitajniaków, nowobogackie kurewy i inne dziadostwo działające w komitywie z dozorcą.
Zaczęło się od niby niewinnych, coraz częstszych najazdów patroli policyjnych (wczoraj mieliśmy nalot 20 radiowozów ot co :P) a także wykrzykiwania pod naszym adresem różnych epitetów przez emerytów i rencistów (chyba już wtedy przygotowywali się do obrony krzyża). Wtedy już coraz częsciej musieliśmy ukrywać się w zaroślach pobliskiej cegielni. Tłumaczyliśmy sobie że to tylko czasowe, do momentu gdy będzie ciemno. Pewnego dnia niczego niespodziewająca się brygada Unfallkommando udając się w celu rozpoznania miejscówki natrafiła na największą możliwą tragedię (no, większą tragedią było by tylko gdybyśmy wszyscy pozamieniali się w pedaluchów), OGRODZILY BANK (ławeczkę w sensie)!!!!!.
Do dnia dzisiejszego nie możemy pozbierać się po tej tragedii, ale że trzeba być Twardym a nie miętkim i trzymamy się ramy to się nie posramy planujemy działać!
Regularnie spotykamy się na domku żula, robimy ataki wyzywająco-zaczepne w stosunku do nowobogackich kureff a także dyskretnie kradniemy bezprzewodowy internet. Niestety nowobogackie nie pozostają dłużne, po akcji uprzątnięcia domku rozpiździły worki ze śmieciami, porozrzucały potłuczone szkło, rozjeżdzają się Dżipami i starają się nas kontrolować.Niestety są też ofiary tej nierównej walki, Jeżyki, nasza chluba, nasi przyjaciele również cierpią, ostatnio Hofs przechadzając się w celu rozpoznania po alei słupków, zauważył zamordowanego jeża (czynności śledcze przeprowadzone na miejscu zbrodni dowiodły że sprawca poruszał się nowobogacką Skodą Octavią w dyzlu z oponami w rozmiarze 195/85 R15, czynności operacyjne nadal trwają). przy jeżyku znaleźliśmy także karteczkę na której było napisane :Któreś z was będzie nastęne. Wywołało to ogromne poruszenie w naszym środowisku i ta zbrodnia jeszcze bardziej zewrze nasze szeregi! Nie poddamy się! będziemy walczyć partyzancko, planujemy także skontaktować się w tym celu z Al-kaidą i odradzającą się Łódzką ośmiornicą.
A tak na marginesie http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/502206,policjanci-zatrzymali-dilera-narkotykow-po-poscigu,id,t.html Ten pan nie miał nic wspólnego z naszymi planami wykorzystywania cegielni w celu produkcji narkotyków.
Z pijackim pozdrowieniem Chu-haj.
Woody

czwartek, 1 lipca 2010

Pszecifko kurefstfu i upatkofi zasat

W zyciu kazdego mezczyzny przychodzi taki dzien, kiedy musi powiedziec "STOP"... ten dzien to wlasnie dzis.
Ucieczka od otaczajacej nas rzeczywistosci, od pracy, szkoly, nauki, pieniedzy, kobiet i tego wszystkiego, co nas na co dzien otacza, ten dzien to 30 czerwca 2010 A.D - bedzie zapisany w naszych annalach jako "DZIEN GANGUCHA". Ale do rzeczy...
...nakreatynowana i natestosteronowana czesc ekipy ( pod postacia Bonka i Dabrola ), prosto po wyjsciu z kuzni, zawinela - ganguchowskim lantrowozem - pod klatke Hofsa, by po zgarnieciu owego pojechac po Woody`ego.
Po spontanicznej dyskusji oraz zakupie alkoholu w naszym zaprzyjaznionym hiper-super markecie ganguchy udaly sie w plener. Przekraczajac dozwolone w polskim prawie drogowym limity predkosci i halasu ekipa dotarla na miejsce ( zachodzace slonce, krystalicznie czyste lustro wody, zieleniace sie drzewa, rosnace w pobliskim lasku ) Otworzylismy nasze piwka i oddalismy sie kontemplacji otaczajcej nas przyrody...do czasu.
Miejscowa fauna, pod postacia zmutowanych komarow nie dawala nam zyc.
Co chwila ktorys z chlopakow atakowany byl przez te skrzydlate, rozwscieczone bestie. Po obaleniu paru( -nastu) piwek rozochocona ekipa - przy dzwiekach policyjnej syreny oraz soundtracku z najnowszego "Climax..." - wrocila na ukochane Rado.
W tym momencie do lantrowozu zostaje wciagnieta Ola, szybki kurs pod "kryzysowy", odstawienie Woody`ego i sprint "za tory" - impreza znowu trwa w najlepsze - koks, wodka, sto zlotowe banknoty, szybkie samochody i bron palna.
Po 15 - 20 min Hofs zawija sie do siebie, idac w kierunku swojej kanciapy. Im blizej domu, tym slabiej slychac wystrzaly 9 mm broni oraz - dobiegajace z glosnikow - "...U R not alone..." .
Ponizej mala galeria z naszego gangsterskiego wypadu:







Hofs i Woody PoprawiU :)

środa, 26 maja 2010

Jeżolandia

Myśleliście że nasz blog upadł? No to się bardzo myliliście, otóż przez ten calusieńki czas naszej "nieobecności" poświęciliśmy na naukę :D. Dobra chuj jakiś wstęp musiałem wymyślić żeby bardachy nie było. Tak naprawdę osoby które są odpowiedzialne za bloga tj. Ja (Woody), Hofs i Fiszu postanowiły poszukać różnych ścieżek natchnienia. Hofs buszował w pomidorach szukając odpowiedzi na bardzo poważne pytania, Fiszu postanowił chlać non stop i bujać się po mega burżuazyjnych koncertach Beaty Kozisrak itp. Ja natomiast chciałem zająć się stworzeniem strony www dla ludzi którzy znają się na prawdziwej muzyce czyli technodlapojebow.ru. :D Ale do rzeczy:

Środa 26.05.2010

Wyjście pt. mamy święto.
Obecni:
Hofs
Woody

Wyjście jak każde inne zaczęło się od nabycia alkoholu w Tesco.
Jako że dzień wcześniej odwiedził nas patrol policji z komendy miejskiej w Łodzi który oczywiście serdecznie pozdrawiamy jp jp jp jp jp na 70% (bo policjanci mogą mieć otwartą szybę w radiowozie) :), musieliśmy się przenieść na ceglane do momentu aż nie zrobi się ciemno.
Podczas uwalniania świata od wody ognistej, nawiedzili nas Johnee oraz jego młodszy brat czyli Młody. Po pochwaleniu się że nabyli drogą kupna sól do zmywarki, udali się do swojego miejsca zamieszkania (kwadrat, meta). Natomiast ja z Hofsem udaliśmy się ponownie do blaszanego alko przybytku. Po zakupieniu złocistego, gazowanego napoju przycupnęliśmy na ławeczce. I tu przechodzimy do meritum, bo mianowicie to, cośmy wymyśliliśmy to się nawet w mega,rozepchanej pedalskiej dupie nie mieści.
A więc tęgie głowy obecne na banku doszły do wniosku że musimy założyć quasi państwo. Nasze małe imperium miało by się mieścić głównie na terenie cegielni plus obwód bankowy.
Głównymi obywatelami naszego księstwa były by jeżyki, tak jeżyki ale nie zwykłe jeżyki ale nowa, jeszcze nie odkryta rasa alkohomofobiczna jeżów europejskich (z gr. Pedalus jebalus alko spozywajus) . Po ustaleniu granic naszego państwa, wysyłalibyśmy jeżo-terrorystów do zdobywania strategicznych punktów na naszym osiedlu tj. biedronka, tesco a także buda z pieczywem pani Danuty. Nasze państwo żyło by głównie z uprawy konopi indyjskich a następnie z dystrybucji za pomocą jeżów (przymocowywalibyśmy tytki z używkami do jeżo-kolców) później przerzucilibyśmy się na kwas i grzybki halucynki.
Po zamachach terrorystycznych zamieszczalibyśmy swoje wideo w internecie na kanale youtube.com/aljeżira.
Uchhh nie wiem czy powienienem to tu zamieszczać no ale coś wrzucić trzeba byo :D.
Mam tylko cichą nadzieję, że nie wbije się nam na chatę grupa marines pod pretekstem szukania ropy naftowej albo coś w ten deseń :p.
A i jeszcze jedna rzecz, Ja oraz hofs nie zażywaliśmy ŻADNYCH narkotyków ani innych substancji psychotropowych.
Dziękuję dobranoc :)

środa, 5 maja 2010

Nie zapominamy o naszych czytaczkach i czytaczach

Jako, że było już sapanie i pierdzenie na temat braku wpisów:
Proszę państwa oto nowy cykl na naszym blogu, czyli rozmowy w rynsztoku. Cykl ten będzie zawierał w sobie wywiady z nami czyli członkami tzw. alkokoa, a także z różnymi innymi ciekawymi osobistościami, które muszą z nami koegzystować.
Dzisiaj na pierwszy ogień idzie kalafior... nie jest to zwykły kalafior, tylko Kalafior z Tesco.

Na pana Kalafiora natknęliśmy się na dziale warzywnym, w którym to ww. postać urzęduje pomiędzy kalarepą, a karczochami.
Chłopaki z Ban(a)ku: - Witamy pana panie Kalafiorze!
Pan Kalafior: - Co jest k*****?
CzB: - Gówno!

Rozmawiali:
Woody & Hofs

środa, 28 kwietnia 2010

Bo to historia, bo to marzenia...

... bo to historia godna przypomnienia, można by górnolotnie zacząć wpis dotyczący tego co działo (dziao) się , od momentu kiedy nasze spotkania stały się regularne.
A wszystko to zaczęło się w 2008 roku pewnego chłodnego październikowego wieczora około godziny 20.30.
Wyglądało to na zwykle spotkanie paru osób przy piwie, wtedy to jeszcze nie wiedzieliśmy w jaki sposób rozwinie się to co właśnie się zaczęło.
Na początku były to długie posiadówy przy 2 bronkach (zwyczajowo lechy) oczywiście Hofs już wtedy wykazywał się taniością umysłu i nabywał Rogiery, Kuba z resztą też :P.



Podczas powrotów zdarzały się głupie zabawy:




Na banku nie spożywaliśmy tylko piwa, ale także i mocniejsze trunki:









Poznaliśmy również kilka ciekawych osób:

Biliśmy różne głupie rekordy: 



Tu warto na chwilę się zatrzymać i wspomnieć że podczas wypadu z którego pochodzą powyższe zdjęcia, postanowił nas odwiedzić patrol policji z Komendy Wojewódzkiej :D, spotkanie to wspominamy do tej pory, ponieważ panowie wykazali się pełnym profesjonalizmem, i po chwili wiedzieliśmy już że krzywda (mandat) z ich strony nam nie grozi. Na pożegnanie tylko rzucili "działajcie dalej" i odeszli w dalszą drogę aby pełnić służbę nawet z narażeniem życia na jakże niebezpiecznych ulicach Radogoszcza.

A teraz last but not least: HOLBA.



W życiu każdego osobnika który lubi spożywać piwo ( no dobra alkoholika niech wam będzie),  zdarza się taki trunek który śni się po nocach, nie może przestać o nim myśleć, ma perfekcyjny smak i posmak taniego plastiku a także butelka której pojemność wynosi 1,5 l i ma fenomenalny falliczny, niesamowicie ergonomiczny kształt... Taka właśnie była HOLBA (HOLEBA), piwo które zmieniło nasze życie, stało się ono lepsze i mogliśmy dzięki niemu zapomnieć o tym całym syfie który nas otacza.
Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy, i tak też skończyły się dostawy HOLEB do TESCO, kiedy zdaliśmy sobie sprawę że po Holbie została już tylko cena na jednej z zimnych, metalowych półek naszego ulubionego sklepu. Na szczęście ja z Mdżejem godnie pożegnaliśmy, nasze ulubione piwo, urządzając ostatnią HOLBIERZE. Później chcieliśmy wypełnić pustkę, jaka pozostała po HOLEBIE, były "Ratzingery" a także Staropolskie, ale to nie to... nie ten smak, nie ta pojemność, nie ten kształt.
 

Jako że jesteśmy tanie sprzedajne dziwki, i lubimy brzdęk 5 groszówek a dzięki reklamom trzepiemy hajsu jak lodu, muszę przemycić kilka dziwnych nazw na koniec wpisu :P.
Astmirex,Hardi, Montest, Madopar 250, Pronoran, Axyven, Miansec 30, Fenta MX 100, Tramadol 1A, Erudan, Lamotrigine Arrow 100, Galperinon,Ketilept 300, Olanzapine Teva.





Woodie

wtorek, 27 kwietnia 2010

"...Oh my God—it's full of stars!"

Tym oto, skadinad znanym, cytatem filmowym chcialbym przywitac wszystkich czytelnikow naszego bloga. Nie bedzie to jednak takie zwyczajne powitanie, co to to nie. Jako pierwszy mam zaszczyt poinformowac Was moi drodzy o pewnym wielkim, epokowym wrecz, wydarzeniu.
Dnia 24 kwietnia, roku panskiego 2010 odbyla na naszym malym Radogoszczu jedna z wiekszych gal sportowych tego stu-( a przynajmniej dziesiecio-) lecia, przy ktorej Euro2012 w Polsce czy WorldCup2010 w RPA bledna niczym Ty, drogi Czytelniku, na widok ekipy dresow czekajacej na Ciebie pod klatka.
Oczywiscie otaczajace nas zydo-masonsko-komunistyczne media pokroju TVN czy GW nie wspomnialy o tym wydarzeniu.
Nic straconego jednak - w tym oto wpisie, ktory wlasnie czytacie, dostaniecie najdokladniejszy  i najbardziej wierny komentarz, dotyczacy tego sportowego eventu.
Wczesniej jednak.... maly podklad historyczny, ktory pomoze nam wszystkim lepiej zrozumiec ogrom i epickosc tego wspanialego pojedynku.
Od wiekow w literaturze, sztuce i ogolnie pojetej kulturze przewijal sie pewien szczegolny, charakterystyczny motyw.
Motywem tym jest niesprawiedliwa walka miedzy kilkoma, pelnymi cnot wszelakich, smialkami-stracencami, a czyms ZLYM i WIELKIM. W roznej formie motyw ow mozemy spotkac zarowno w szeroko rozumianej mitologii ( Dawid vs Goliat, Syzyf vs WIELKI KAMIEN czy Szewczyk Dratewka vs Smok Wawelski ) jak i rowniez w - nazwijmy to - "kulturze" wspolczesnej. Wystarczy wspomniec chociazby filmy "Firma", "Erin Brockovich" czy serie "Star Wars".

W kazdym z nich mamy az nazbyt widoczny podzial na dobrych bohaterow, ktorzy postanawiaja postawic sie skostnialemu establishmentowi ( czy to pod postacia wielkich korporacji czy ciemnej strony (sz)mocy )  oraz na WIELKICH i ZLYCH, ktorzy... sa po prostu WIELCY i ZLI.
Od dnia 24 kwietnia, do tych wszystkich wymienionych przeze mnie historii, bedzie mozna dodac jeszcze jedna - historie o dwoch takich, co postawic TESCO sie nie bali...
Godzina 1715, Fishu i Hofs spotykaja sie pod siedziba pewnej zachodniej korporacji z Mj-em i Woodym. Po rzuceniu czerwono-bialo-niebieskiemu gigantowi aluminiowej rekawicy ( czyt. po zakupieniu kraty teskopiw ) wesola ekipa udala sie na wczesniej z gory upatrzony ring.

                                                                                                
                    Oponent jeszcze u siebie na kwadracie                    


 W jednym narozniku staneli:

- Fishu ( 90 kg wagi, 1 rok uwalony na studiach, mocna glowa, nerki oraz watroba, na kacu )

- Hofs ( 100 kg wagi, 2 lata uwalone na studiach, wysoka pojemnosc zoladka, silna wola, duza doza samozaparcia, kaca brak )

Po przeciwnej stronie ringu dumnie puszyla sie krata (x24) teskaczy (12 kg wagi,4% alkoholu,1.39 zl/sztuka)

Nasz przeciwnik na ringu

Pierwszy gong zabrzmial punktualnie  o 17.32.

Runda nr.1 - trwala zaledwie 10 min. Po chwili 2 wysuszone, aluminiowe pojemniki lezaly juz bezradnie na ziemi.










Runda nr.2 - kolejne 10 min. i kolejne 2 oproznione puszki. Fishu powoli wychodzi z wczorajszego kaca, Hofs, z wlasciwa sobie gracja, zauwaza, ze moze byc "w kurwe" ciezko.


















Runda nr.3 - po kolejnych 20 min wynik prezentuje sie nastepujaco - team Fishu&Hofs 6:0 Tesco










Runda nr.4 - slonce coraz mocniej przygrzewa, jednak oznak najebania brak. Do ekipy dolacza Kuba, zwabiony sfabrykowana informacja, jakoby Hofs po 3 rundzie musial puscic pawia.


















W tym miejscu nalezy dodac, ze gawiedz nie przygladala sie naszym zmaganiom z pustymi rekoma. Widzowie co i rusz raczyli sie Zubrami, Lechami czy innymi Harnasiami ( wyjatkowo "na stole" pojawilo sie rowniez dziwne piwo w puszce 0.33l, o niemiecko brzmiacej nazwie, zakupione wczesniej przez MJ celem stestowania)

Runda nr.5 - promienie slonca delikatnie muskaja juz 10 pustych puszek, wypelnionych ( jeszcze chwile temu ) napitkiem sygnowanym przez marke TESCO.










Runda nr.6 - dokladnie 119 min. od rozpoczecia pojedynku (17.32 - 19.31) coraz lepiej bylo widac, ze korporacyjny moloch zostal najwidoczniej zbudowany na glinianych nogach. Zawodnicy trzymali sie naprawde niezle, a na ziemi pietrzylo sie juz 12 aluminiowych puszek. Chwile po ogloszeniu malej przerwy pojawia sie kolejny, spragniony alko-krwi, osobnik - dlugowlosy pomiot szatana - Johnee.



















Runda nr.7 - posilajac sie wczesniej zakupionymi chipsami ( zgadnijcie jakiej marki ? ) oraz przeplukujac nasze spracowane gardla woda mineralna ( produkowana przez ? ) zawodnicy oprozniaja 13 i 14 puszke teskowych popluczyn i z usmiechem na ustach zabieraja sie do kolejnej.


Runda nr.8 - temperatura otoczenia zauwazalnie spadla, jednak temperatura naszego pojedynku wrecz przeciwnie - piela sie jak szalona do gory. Coraz zywszy doping + kolejne 3 osoby zasiadajace na widowni - Ahmed + Aleksandra B. ( znana rowniez jako Aleksandra B. )+ Bonku - z takim squadem po prostu nie moglo nam sie nie udac.










Runda nr.9 - kryzysowa runda, przede wszystkim dla Hofsa. Nasz bohater dosyc konkretnie czul juz trudy pojedynku - chwiejny krok, lekko zapuchniete oczy, delikatne mamrotanie. Wszyscy wiemy jednak doskonale, ze kazdy sport, uprawiany na poziomie profesjonalnym , wymaga poswiecen.
Im wiecej potu na treningu , tym mniej krwi na ringu... czy jakos tak. Fishu - o dziwo - czul sie doskonale, sprawial wrecz wrazenie zrelaksowanego i odprezonego - full profeska jednym slowem.



















Runda nr.10 - zoladki zalane pod korek, pecherze rowniez. Cos dziwnego zaczyna sie dziac z Fishem ( na liczniku godz. 21.26)










Runda nr.11 - pijacka czkawka. Wlasnie ona byla przyczyna naglego oslabienia naszego lzejszego zawodnika. Niesmiale "burp"-niecia wydawane z 2 sekundowa czestotliwoscia pokonalyby najwiekszego twardziela. Jednak Fishu trzymal klase i dumnie przechylil swoja 11 puszke, tym samym dokladajac do naszego malego cmentarzyska 22 aluminiowe zwloki.










Runda nr.12 - po 5 godzinach nieustannego chlania wyzwanie TESCO dobieglo konca. Punktualnie o godzinie 22.40 ( czyli po 308 min. nieprzerwanej walki ) Ostatnie puszki zostaly oproznione, a nasi dzielni wojownicy rzucili sie sobie w objecia - Hofs wykrzykujac jakies nieartykulowane dzwieki, Fishu dziekujac koledze za ten wspanialy pojedynek.



















Podniosla, orkiestrowa muzyka, golabki pokoju przelatujace gdzies w tle, lekkie slow-motion oraz male dziewczynki rozsypujace z usmiechem kwiatki - wracalismy w glorii chwaly.
Wiedzielismy, ze udalo sie nam nie tylko znokautowac naszego "Goliata", ale dodatkowo strzelic go jak tania dziwke po pysku i kopnac w zad. Tym razem to my bylismy "Sprite", TESCO zostalo "pragnienie"...
...jedynie, wracajac chwiejnym krokiem do domu, zaczalem sie powaznie zastanawiac-
"Czemu kurwa te wszystkie gwiazdy tak dziwnie popierdalaja na tym jebanym niebie ?"

Z tego miejsca rowniez chcialem serdecznie podziekowac wszystkim obecnym podczas pojedynku ( w kolejnosci pojawiania sie na scenie):
- Woodyemu i Mj-owi
- Kubie
- Johnee`mu
- Oli, Bonkowi oraz Ahmedowi
Bez Was nie udaloby sie nam :)
Oczywiscie serdeczne "dziekuje" kieruje rowniez w strone mojego druzynowego partnera - Fisha.
Fragowanie w TDM z Toba to czysta przyjemnosc :P


Hofs

piątek, 23 kwietnia 2010

Środa 21 kwietnia. Nietypowo

W środę miał nastąpic zapowiadany sparing przed piątkowym Tesco Testem Fisha i Hofsa. (który jak wiemy został w końcu przełożony) Gdy czekałem na wiadomość od Prezesa Sardyny dotyczącą godziny spara, dostałem słitaśnego sesemeska od Laguny: "Piwo 19 ;D tesco, banan". Wiadomość była czytelna, jedynie co do tajemniczego banana mogłem mieć jakieś obawy.
Okazało się na szczęście, że to znany nam wszystkim Banan. Jako, że chlałem na uczelni zatoczyłem sie na spotkanie z półtoragodzinnym poślizgiem. Kiper+Roger, dla uśrednienia procentów i.. Gówno! ławeczka znowu zajęta. "Ayayayay!!" stwierdziłem, bo ten proceder zaczyna być już denerwujący i tak generalnie se myślnąłem, że trzeba by coś z tym zrobić. Jakieś rezerwacje trzeba załatwiać albo namalować numery dowoduf jak to niektórzy robią z numerami rejestracyjnymi na miejscach parkingowych.(o ile ktoś nie przepił dowodu)

Droga telefoniczną Laguna poinformował mnie, że piją na wylotówce cegły. Faktycznie zastałem tam dwa podejrzane osobniki rozgrzewające się cieplutkim Ratzingerem, Swoi! nie było wątpliwości. Po paru minutach omawiania majowego ochleju, przyznałem im rację, że pizga ponad miarę.
Najlepszym rozwiązaniem tego problemu było forsowny marsz do Tesco. Kolejny Ratzinger dla mnie i Ratzinger+Kiper dla Banana i Laguny. Ławeczka wciąż zajęta... Fishu wciąż nie odbiera... chyba przedawkował jakieś wspomagacze przed Tesco Wyzwaniem (pewnie dlatego przełożony). Słowem gówno. Ale nie takie gówno rzadkie jak je malują. Okazało się, że gdybyśmy poszli na ławeczkę to Banan zapomniałby o parasolu, który został na straży poprzedniej miejscówki.
W końcu Fish odebrał. Wykpił się jakimiś straszliwie ważnymi zajęciami. Tak straszliwie ważnymi, że aż odpuścił sobie trening. Zniesmaczeni takim olewaniem przygotowań zawodników do piątkowego wyzwania (i brakiem alkoholu) skierowaliśmy sie w stronę Zgierskiej coby Banan upolował jakiś tramwaj. Przechodząc obok ławeczki po raz trzeci tego wieczora stwierdziliśmy, ze jest zajęta. Zapewne byśmy ja mineli coś tam flugając pod nosem gdyby nie przaśne Yay! dolatujące z tamtej strony. Okazao sie, że to MJ i TS, tfu! Ahmed, którzy zajeli ławeczke zanim zdarzyła ostygnąć po poprzedniej o'kupacji. Akurat kończyli browar a Banan dalej nalegał żeby polowac na tramwaje." MaO..." stwierdziłem-"MaO" zgodził się Ahmed.
Poszlismy odprowadzić Banana na przystanek, żeby go tam przystankersi nie dopadli i uznaliśmy z Ahmedem, że nie ma co się za bardzo oddalać skoro za niedługo Ahmed też poczuje zew i tak jak niedawno Banan, tak teraz on będzie odczuwał Potrzebę Tramwaju.

Żabka. Każdy z nas o tyle ją zna co lubi. Świeże wspomnienia klasycznego komandosa. Ten delikatny zapach spirytu z zaplecza. Gdy Tesco jest daleko wielu z nas czuje się tutaj prawie jak w domu. Stojąc w bluzie z kapturem, wełnianej czapce i rękawiczkach bez palców nad rozbitą butelką Żubra, czułem się raczej jak żul. I to taki nędzny. Choć szczerze powiedziawszy to rozbilismy ją na spółę. Nie będę jednak drążył tematu, żałoby już nie ma. Daleko nie uszlismy, kopuła przejscia podziemnego doskonale nas zasłaniała od ewentualnych wrogów narodu
Ahmed zakupił nawet coś do zjadania, co nasze żołądki odebrały ze zdziwieniem ale jednak jako dobrą odmianę. Dysputa toczyła się mało energicznie, ze względu na małe grono zebranych oraz na jego stan. W kole 23:30 Ahmed poczuł Potrzebę Tramwaju, tak jak się tego mogliśmy spodziewać i tym samym wszyscy uczestnicy środowego chlania sie ostatecznie rozeszli. Yay!

Chudy