poniedziałek, 3 stycznia 2011

Zima sroga, zima zla - alkoholu ni chuja.

W gruncie rzeczy caly ponizszy wpis moznaby skrocic do widniejacego nieco wyzej tytulu.
Jak to zwykle bywa, im blizej do zimy, sniegu, mroznych wieczorow i coraz nizszej temperatury, tym coraz bardziej widac, jaka cala przyroda powoli zamiera.
Odwrotna zaleznosc prezentuja natomiast redaktorzy "NaBanku". Zwykle im blizej pazdziernika/listopada/grudnia itd. tym czestotliwosc alkoholowych wypadow sie zwieksza. W tym roku jednak sytuacja nieco sie zmienila.
Zeby nie zanudzac Was drodzy Czytelnicy, napomkne tylko pokrotce o powodach tej dosyc smutnej sytuacji.
Pierwszym i jednym z wazniejszych powodow jest wiek... niestety, tak, tak. Dziady, mimo ze tak rozne od innych znanych Wam drodzy czytelnicy osob, sa jednak istotami ludzkimi, i jako takie, rowniez je ( TE dziady ) obowiazuje proces starzenia.
A z wiekiem jak to z wiekiem, tu sie nie chce, tu boli, tam znowu jakies obowiazki.
Kolejnym powodem mniejszej czestotliwosci wypadow jest coraz bardziej przybierajacy na sile konflikt z nowobogackimi ( w momencie w ktorym kresle te slowa domek(TM) jest juz miejscem, gdzie regularnie wysylane sa silnie uzbrojone sily prewencji). Inne powody sa z gola prozaiczne - niskie temperatury, poltorametrowe zaspy sniegu - to wszystko sprawia ze wojarze na domek (TM) sa nie tyle nawet nieprzyjemne, ale z gola niebezpieczne.
Tyle w gruncie rzeczy o samym domku (TM), natomiast dosyc ciekawie zaczelo dziac sie z kolei na kuzni (TM), ktora z miejsca w ktorym dziady buduja swoja oszalamiajaca muskulature, zmienila sie ( niczym Brzydkie Kaczatko ), w miejsce zadumy i zamyslenia, gdzie mozna wygodnie rozsiasc sie i z lampka wytrawnego wina w dloni oddac sie mocno stymulujacej, intelektualnej dyspucie. Pomaga w tym zupelnie nowy zestaw wystroju wnetrza, zawierajacy m.in. roznorodne dziela sztuki malowanej,elektrycznej i dziewiarskiej. W rogu pomieszczenia mozna rowniez dostrzec arcydzielo swiatowej rzezby - Dawida autorstwa Michala Aniola ( albo cos bardzo podobnego .
Mam nadzieje, ze chociaz czesciowo zaspokoilem Wasza ciekawosc, odnosnie tego co dzieje sie w "bankowym" otoczeniu. Korzystajac z okazji zycze wszystkim Czytelnikom szczesliwego Nowego Roku :)
Do przeczytania wkrotce.



Hofs

poniedziałek, 11 października 2010

Tak właśnie było... Wszyscy spierdalaliśmy...

Postanowiliśmy Was drodzy czytelnicy troszkę po rozpieszczać, i dodać kolejny wpis w tym miesiącu (nieprawdaż że o Was dbamy? :) ). Zapraszamy do lektury :D

Cytując klasyka (Pudziana)(patrz nazwa tematu) rozpoczynam kolejny wpis dotyczący przykrości jakie nas dotykają ze strony ludzi, którzy stali tam gdzie stało ZOMO, ORMO, MPO, UFO itp.
A zaczęło się dosyć niewinnie (jak zwykle).

Od dłuższego czasu "nasze" osiedle zaczęło nas odrzucać, jak organizm złą wątrobę po przeszczepie. Byliśmy szykanowani, odsunięci na margines. Nie jest już tak jak kiedyś, gdy przychodziliśmy do Techo a kasjerki na nasz widok się cieszyły, bo wiedziały że już za niedługo będą mogły iść do domu (przychodziliśmy około godziny 21 a o 22 zamykają Tesco) byliśmy swoistymi strażnikami czasu.
Teraz po pewnym już okresie spożywania i remoncie Tesco, nie jesteśmy już spostrzegani jako obiekty, z którymi można wymienić kilka zdań i ponarzekać na to że rzadko posiadamy drobne (to już się zmieniło), ale jako intruzi, pilnie obserwowani przez chłopców z miasta (ochroniarzy Securitas), gdy stoimy do nowo wybudowanej alko-kasy czujemy się jak żydzi tłoczący się przed wejściem do komory. Po ucieczce z banku na domek żula jest jeszcze gorzej. Z jakieś 2 miesiące temu Mdżej, sprzedał nam niusa iż na domku żula pojawił się policyjny patrol, jako że mdżej nie robił nic gorszącego poświecili na niego światłami i oddalili się.
Byliśmy trochę obruszeni, no bo jak to mogą nas JotPy najeżdżać w miejscu odosobnienia? Jednak przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Pewnego chłodnawego już wieczora relaksując się na domku, któryś z obecnych biesiadników zaczął baczniej przyglądać się zbliżającemu pojazdowi, na początku myśleliśmy że to jakaś nowobogacka kurew taryfą się rozbija, ale nagle padło: JotPa! SPIERDALAMY! Długo nie myśląc zaczęliśmy spierdalać... Po kilkukilometrowej ucieczce w głąb osiedla, przystanęliśmy żeby chwilę odsapnąć, odliczyć się i przegrupować. Na szczęście nikt z nas nie został ranny. Po chwili jednak zorientowaliśmy się że pozostawiliśmy Lanterę na miejscu zbrodni (z klamką w schowku). Więc musieliśmy wrócić, rozdzieliliśmy się i powróciliśmy na domek. Lantra na szczęście była nienaruszona. Będąc jeszcze w lekkim szoku dokończyliśmy piwa i udaliśmy się do domu w celu spoczynku.
Po tym zdarzeniu mieliśmy kilka dni spokoju.
W międzyczasie przeprowadziliśmy odwet, ale jest to zbyt delikatna sprawa żeby o niej pisać i załączać film z przeprowadzonej akcji gdyż, boimy się o swoje bezpieczeństwo oraz o to że moglibyśmy być pociągnięci do odpowiedzialności karnej z Art. 263 § 2 k.k. za nielegalne posiadanie broni palnej oraz z Art. 222. k.k. (tak naprawdę film ten ukazuje jak bardzo jesteśmy debilno-dziecinni).
Podczas kolejnego rutynowego spożywania, w mniejszym już składzie (Woody, Hofs, Dąbrol + Lantera), od czasu do czasu zerkaliśmy na poruszające się ul. Okoniową pojazdy. Moją uwagę przykuła Kia w kolorze srebrnym z dziwnym świecącym czymś na dachu, po przeanalizowaniu bodźców wzrokowych, rzuciłem JotPa... I już było wiadomo co musieliśmy zrobić. Po ucieczce okazało się że znowu pozostawiliśmy Lantrę a także jedno z piw. Po tym wieczorze byliśmy kompletnie rozbici, nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą zrobić.
W kilka dni po najeździe spotkaliśmy się aby przedyskutować zaistniałą sytuację. Udaliśmy się wgłąb cegielni obok drzewka, gdzie doszło do dość zaciętej wymiany argumentów (mdżejowi i fiszowi nowa miejscówka się podobała a mi i hofsowi nie). Po dyspucie doszliśmy do wniosku że to spisek nowobogackich i chcą nas ze sobą skłócić. Jak dalej życie pokaże, zbytnio się tym nie przejeliśmy.
Na zakończenie chciałbym dodać przykre spostrzeżenie Dąbrola, że czuje się bezpiecznie gdy w pobliżu nie kręci się jakiś patrol.
Chyba coś z nami nie tak... :P

Woody

niedziela, 10 października 2010

Żul wrażliwym być może

Pod dosyc dlugiej "wpisowej abstynencji" postanowilem zamiescic kolejny wpis, tym razem jednak w nieco innym, melancholijnym i bardziej powaznym, rzec mozna, klimacie.
Najpierw wypadaloby napisac slowo wstepu dla nieuswiadomionych Czytelnikow. Jak pewnie Wam moi drodzy wiadomo, cegielnia to dosyc pokazny teren nieuzytkow, tkwiacy sobie jak gdyby nigdy nic, posrodku naszego osiedla. Z lotu ptaka teren ow wyglada, jak poligon atomowy (ew. wielki i oblesny pryszcz ) - wielka czarno-zielono-brazowa plama, otoczona wianuszkiem szaroburych ulic i blokow.

Ale do rzeczy...
Spacerujac dzis rano po naszym alkoholowym rezerwacie uderzyla mnie jedna rzecz - bardzo rzadko mam okazje przyjrzec sie miejscu naszej alkohlizacji za dnia.
Dopiero teraz, w dziennym swietle, ujrzec mozna jak uroczym miejscem, jest nasza kochana cegielnia.
Kazde z zamieszczonych ponizej zdjec z powodzeniem mozna by pewnie zamiescic na kartce pocztowej, z podpisem - Bory Tucholskie, Park Krajobrazowy XXX itd. Kazdy zakatek naszego alkoholowego rezerwatu wprost tetni zyciem - pomruki ( copyrighted to Aleksandra B. ), Jeze europejskie ( gatunek chroniony ), czy bardziej popularne gatunki fauny pod postacia kotow, psow czy zuli.
Wiekszosc z tych mniejszych, badz wiekszych zwierzatek jest nieodlacznie zwiazana z cegielnia.
Tak samo my - tworcy tego bloga - nie wyobrazamy sobie zycia bez wypadow na cegielnie, zimnego piwka, saczonego na lonie natury przy akompaniamencie spiewu ptakow czy odglosow wydawanych przez kopulujace jeze. Jednym slowem - nie ma drugiego takiego miejsca jak cegielnia, majacego tak specyficzny urok i swoista magie. Zapraszam tym samym do obejrzenia paru zdjec tego urokliwego, jedynego w swoim rodzaju miejsca:






















































A juz w nastepnych odcinkach bedziecie mogli, drodzy Czytelnicy, przeczytac m.in. o naszej, powstajacej w bolach, superprodukcji filmowej, dramatycznej wojnie podjazdowej z policja i nasza odwieczna nemezis - nowobogackimi( "Tak wlasnie bylo, wszyscy spierdalalismy" ) oraz o dzisiejszymi ekipowym pozegnaniu lata. To wszystko juz niedlugo, a wiec do przeczytania wkrotce :)



Hofs

piątek, 17 września 2010

Trzynastego, czyli dzień wcale nie taki pechowy.

Dzeń 13 bierzącego miesiąca, roku pańskiego 2010 okazał się być całkiem udanym dla trzech członków alkokoa.
Jeden z naszych szanownych członków w osobie Bąka, nabył wyższe wykształcenie na bazarze zwanym Wydziałem Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, i tym oto sposobem stał się Administratywistą (nie administratorem, administrator to może być sieci albo budynku def by Bąku) albo jak kto woli poprostu wykstałciuchem. Hofs a także ja (Woody) wojowaliśmy szbelką z katedrą metod ilościowych wydziału OiZ (orgii i zabaw) i wyszliśmy z tej wojenki całkiem zwyciezko z trójkami w indeksie :D.
Po przydługim wstępie, uzasadniającym nasze spożycie, przejdę do sedna. A to było tak...

Lista obecności:
PaTi,
Aleksandra B.,
Bąku,
Hofs,
Dąbrol,
Woody,
Ahmed(miał pojawić sie na chwilę ze względu na naukę, ale został na dłużej)

PaTi oraz Aleksandra B. Znana równierz jako Aleksandra B. Postanowiły urządzić ognisko. Powód był, to stwiedziliśmy że niech im będzie. Udaliśmy się więc do biedro (nie chciało nam się dygać do Techo) i tam po nabyciu napojów wysoko procentowych, udaliśmy się za tory, w miejsce odosobnienia.
Po dotarciu na miejsce, pieprznęliśmy to co mieliśmy na ziemię i rozpoczęło się spożycie. W połowie pierwszego piwa ww dzierlatki zaczęły domagać się ogniska, tym sposobem zaczęło się gromadzenie gałęzi, suchej ściółki a także tochybateżbędziesiękurwajarało. W międzyczasie pojawiła się baba zbierająca grzybki-halucynki, i domagała się od nas torebki foliowej, oczywiście musiała zostać poświęcona moja patorba zakupiona w pobliskiej biedronce za całe 7gr!. Po uzbieraniu tego całego badziewia, zaczęła się zabawa z odpaleniem, czegoś, co w małym stopniu przypominało profesjonalne ognisko (przedmioty które zostały użyte do ww czynności pozostają tylko do wiadomości tam obecnych) ale udało je się całkiem ładnie rozpalić.




Gdy ognisko powoli zaczęło dogasać, PaTi chcąc utrzymać je przy życiu, wyruszyła wyekwipowana w toporek oraz Dąbrola w poszukiwaniu czegoś co nadawało by się do tego, aby poszło z dymem. Po niecałych 5 minutach ekipa poszukiwaczy powróciła i zakomunikowała że znalazła stary tapczan. Długo nie myśląc, podstawka tapczanu wraz z dyktą (ciężką) została przetransportowana w miejsce gdzie miała dokonać swego żywota. Siedząc tak przy ognisku (palącym się tapczanie) Bąka naszła refleksja pt. Nie będzie co dzieciom wspminać i stwierdził że tu cytat: powiem dzieciom że świętowałem zdobycie wyższego wykształcenia z ..., przy płonącym tapczanie? Tak bardzo zmartwiło to Bąka że już więcej o niczym nie był wstanie myśleć. Gdy tapczan zagasł, udaliśmy się jeszcze na piwo do Tesco. Tam, odczuwając nieprzyjemny wir w żołądku (gastrofazę), chcieliśmy coś zakupić w celu spożycia. Mi udało się namówić Hofsa abyśmy nabyli na spółkę najtańsze ruskie Tesko-pierogi (2.99 zł za 400g),po ich spożyciu przeprowadziliśmy akcję dywersyjną na mieszkańcach Banku (wywaliliśmy opakowanie na ulice,[ używanie mądrych frazesów czyni nasz blog bardziej zajebistym]). Póżniej już dogorywaliśmy na trzepaku, wspominając pierogi o niesamowitym smaku. I wten oto sposób młodzież,kwiat narodu, przyszła inteligencja uczciła zdobycie wyższego wykształcenia przez Bąka.

A teraz cieszymy się trzema tygodniami wolności :D.

PS. Prowadzone śledztwo ws brutalnego morderstwa jeżyka zostało umorzone, oficjalnie z braku dowodów,a nieoficjalnie wywierano na nas naciski z Prokuratury okręgu Czelabińskiego w Środkowej Abchazji w celu zamknięcia śledztwa. Ta zbrodnia przejdzie do historii obok takich zdarzeń jak zamach na Kennedy`ego czy też jakiegoś innego zabójstwa.

Woody

wtorek, 14 września 2010

Urlop, urlop i.... po urlopie.

Witam wszystkich stalych bywalcow naszego alko-bloga. Jak zapewne zdazyliscie zauwazyc, im blizej wakacji, tym czestotliwosc naszych wpisow leciala na leb, na szyje. Powod ww. sytuacji byl bardzo prozaiczny - sesja, praca zarobkowa etc. Zdecydowana wiekszosc autorow bloga moze pochwalic sie ( watpliwym )stautsem studenta, tak wiec mam nadzieje, ze zrozumiecie taka, a nie inna sytuacje naszego "wirtualnego dziennika".
Ponizej postaram sie przytoczyc co wazniejsze i ciekawsze "akcje", ktorych bylismy bohaterami/swiadkami, w ciagu tych mijajacych wakacji. Dla wygody czytajacego przytocze tylko kilka z nich.


"...szukajcie, a znajdziecie..."

Uwazni czytelnicy pamietaja zapewne szlachetny trunek o nazwie "Holba". Otoz po dlugich poszukiwaniach, z narazeniem zycia i zdrowia, udalo nam sie odszukac jego godnego zastepce - "Staropolskie Mocne" - 7%, poltoralitrowa plastikowa butelka, gustowne zamkniecie.
Pierwsza sztuka tego szlachetnego napitku znaleziona zostala w zaprzyjaznionym sklepie "U Haliny" ( ew. "Alkohol" ). Pod udanych zakupach udalismy sie w mozliwie ustronne miejsce spozycia - pobliski sklep SPOLEM wydawal sie idealnym wyborem.
Oto kilka fotografii z tamtego wieczoru, by pokazac Wam, drodzy Czytelnicy, jak potrafi sie bawic nasza ekipa.







Nasz Święty Graal w pelnej okazalosci.









Maly zoom na obiekt kultu


Zapraszamy również na historyczne otwarcie w jakości HD!







Milosc spod podziemnego przejscia


Wiele razy juz naszej ekipie zdarzalo sie wpadac w mniejsza, badz wieksza interakcje z ludnoscia miejscowa. Jednak nigdy jeszcze owy kontakt nie mial tak glebokiego i szerokiego charakteru. Stojac sobie, pod wymienionym w podtytule, przejsciem podziemnym do naszej , mocno podpitej juz, ekipy podbila para mocno "zmeczonych zyciem" mezczyzn, Pierwszy - na oko 40 lat, widoczne braki w uzebieniu, gadatliwy i mocno irytujacy - wypluwajac slowa z predkoscia karabinu maszynowego, dosyc mocno belkotajac, staral sie dowiedziec ,gdzie w okolicy znajduje sie najblizszy przybytek uciech cielesnych ( dla mniej rozgarnietych, badz oczytanych Czytelnikow : burdel ). Po chwili do rozmowy wlaczyl sie jego kolega - okolo 25 - 30 lat, lekko opalony, zloty lancuch + spora ilosc zelu na przerzedzonej czuprynie powinny dopelnic obrazu owego delikwenta. Po dluzszej rozmowie okazalo sie, ze pan nr.1 zakochal sie swego czasu w pewnej panience lekkich obyczajow ( dla mniej rozgarnietych, badz oczytanych Czytelnikow : kurwie ), po czym przybyl - niczym rycerz na bialym rumaku - na Rado w poszukiwaniu swej ukochanej. Pan nr.2 natomiast - poznany chwile wczesniej w tramwaju z panem nr.1 - jako rodowity Lodziak, postanowil pomoc koledze w jego epickich poszukiwaniach. Po okolo poltorej godzinie bezowocnej rozmowy, podziekowan, bluzgow, "szanowan" i charchniec pozegnalismy sie z naszymi nowymi znajomymi, zyczac im szczesliwej drogi i majac cicha nadzieje, ze kolejne spotkanie raczej nigdy wiecej sie nie odbedzie.


Wszystkie koty nasze są

Miejsce : domek zula
Lista obecnosci: Bonku, Hofs, Alkohol
Godzina: okolice 21


"- Co to kurwa jest ? " - tymi oto slowami, pelnymi mocno zaakcentowanego zdziwienia, nasi bohaterowie zareagowali na szumy i trzaski, dobiegajace z pobliskich krzakow.
Po chwili okazalo sie, ze zamiast spodziewanego jeza, badz zula, przyczyna halasu byl maly, czarno bialy kicius ( how KURWA sweet ). Nasz duet, zamiast skupiac uwage - jak dotychczas - na sytuacji politycznej w kraju, przyszlym doroslym zyciu, pracy, milosci, sporcie czy puszczanych bakach ( ups :( ) zwrocil sie w strone czteronoznego futrzaka. Po wstepnych ogledzinach okazalo sie, ze kot prawdopodobnie komus uciekl i nie mial raczej za duzego pojecia co ze swoja kocia osoba poczac. Jako, ze srednio nadawal sie do wspolzycia czy konsumpcji nasi bohaterowie postanowili go oswoic. Po krotkim czasie kociak lasil sie, krecil czy ocieral sie o nasze alko-nogi, mile pomrukujac.
Mimo tego, ze jako teoretyczne alkoholowe wyrzutki spoleczenstwa, powinnismy posiadac w miejscu serca dodatkowa watrobe lub zoladek, zrobilo nam sie zal naszego malutkiego, futrzatego kociaczka ( how KURWA sweet x2 ) . Wolajac go i pomialkujac ( a przy tym raczac sie wyborowym trunkiem marki "Kiper Miodowy " ) dotarlismy pod klatke Bonka, ktory, w swej nieskonczonej dobroci serca, postanowil nakarmic naszego nowego przyjaciela.
Naprawde milo bylo patrzec, jak pare minut pozniej Kiper ( tak zostal przez nas ochrzczony nasz nowy kompan ) zajadal sie zniesionym przez Bonka Kittie Cat`em. Krotka droga z powrotem na Domek Zula (tm), klejna czesc kociej uczty i nasze drogi ( przynajmniej na ten wieczor ) rozchodza sie ( chlip- chlip). Maly Kiperek ( ktory - jak sie pozniej okazalo - tak naprawde jest Kiperka, a moze nawet Warka ) podreptal w swoja strone, a nasze alko-nogi poniosly nas w noc... w poszukiwaniu innych, bardziej wymagajacych wyzwan.






Zagubiony kot-transwestyta i para mlodocianych alkoholikow - takie rzeczy tylko na Radogoszczu.








Udomowienie kota ( wbrew obiegowym opiniom ) wcale nie musi trwac tysiecy lat.








Meow-Meow









Hofs

czwartek, 26 sierpnia 2010

Ło KVRWA!! Co się dzieje?

Mniej więcej większość z was, czytaczy, tak właśnie reaguje wchodząc codziennie na naszego bloga, zastanawiając się co się z nami, autorami, dzieje.
Ano dzieje się i to nie za dobrze się dzieje. Od dłuższego czasu ekipa jest prześladowana przez: konfitajniaków, nowobogackie kurewy i inne dziadostwo działające w komitywie z dozorcą.
Zaczęło się od niby niewinnych, coraz częstszych najazdów patroli policyjnych (wczoraj mieliśmy nalot 20 radiowozów ot co :P) a także wykrzykiwania pod naszym adresem różnych epitetów przez emerytów i rencistów (chyba już wtedy przygotowywali się do obrony krzyża). Wtedy już coraz częsciej musieliśmy ukrywać się w zaroślach pobliskiej cegielni. Tłumaczyliśmy sobie że to tylko czasowe, do momentu gdy będzie ciemno. Pewnego dnia niczego niespodziewająca się brygada Unfallkommando udając się w celu rozpoznania miejscówki natrafiła na największą możliwą tragedię (no, większą tragedią było by tylko gdybyśmy wszyscy pozamieniali się w pedaluchów), OGRODZILY BANK (ławeczkę w sensie)!!!!!.
Do dnia dzisiejszego nie możemy pozbierać się po tej tragedii, ale że trzeba być Twardym a nie miętkim i trzymamy się ramy to się nie posramy planujemy działać!
Regularnie spotykamy się na domku żula, robimy ataki wyzywająco-zaczepne w stosunku do nowobogackich kureff a także dyskretnie kradniemy bezprzewodowy internet. Niestety nowobogackie nie pozostają dłużne, po akcji uprzątnięcia domku rozpiździły worki ze śmieciami, porozrzucały potłuczone szkło, rozjeżdzają się Dżipami i starają się nas kontrolować.Niestety są też ofiary tej nierównej walki, Jeżyki, nasza chluba, nasi przyjaciele również cierpią, ostatnio Hofs przechadzając się w celu rozpoznania po alei słupków, zauważył zamordowanego jeża (czynności śledcze przeprowadzone na miejscu zbrodni dowiodły że sprawca poruszał się nowobogacką Skodą Octavią w dyzlu z oponami w rozmiarze 195/85 R15, czynności operacyjne nadal trwają). przy jeżyku znaleźliśmy także karteczkę na której było napisane :Któreś z was będzie nastęne. Wywołało to ogromne poruszenie w naszym środowisku i ta zbrodnia jeszcze bardziej zewrze nasze szeregi! Nie poddamy się! będziemy walczyć partyzancko, planujemy także skontaktować się w tym celu z Al-kaidą i odradzającą się Łódzką ośmiornicą.
A tak na marginesie http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/502206,policjanci-zatrzymali-dilera-narkotykow-po-poscigu,id,t.html Ten pan nie miał nic wspólnego z naszymi planami wykorzystywania cegielni w celu produkcji narkotyków.
Z pijackim pozdrowieniem Chu-haj.
Woody

czwartek, 1 lipca 2010

Pszecifko kurefstfu i upatkofi zasat

W zyciu kazdego mezczyzny przychodzi taki dzien, kiedy musi powiedziec "STOP"... ten dzien to wlasnie dzis.
Ucieczka od otaczajacej nas rzeczywistosci, od pracy, szkoly, nauki, pieniedzy, kobiet i tego wszystkiego, co nas na co dzien otacza, ten dzien to 30 czerwca 2010 A.D - bedzie zapisany w naszych annalach jako "DZIEN GANGUCHA". Ale do rzeczy...
...nakreatynowana i natestosteronowana czesc ekipy ( pod postacia Bonka i Dabrola ), prosto po wyjsciu z kuzni, zawinela - ganguchowskim lantrowozem - pod klatke Hofsa, by po zgarnieciu owego pojechac po Woody`ego.
Po spontanicznej dyskusji oraz zakupie alkoholu w naszym zaprzyjaznionym hiper-super markecie ganguchy udaly sie w plener. Przekraczajac dozwolone w polskim prawie drogowym limity predkosci i halasu ekipa dotarla na miejsce ( zachodzace slonce, krystalicznie czyste lustro wody, zieleniace sie drzewa, rosnace w pobliskim lasku ) Otworzylismy nasze piwka i oddalismy sie kontemplacji otaczajcej nas przyrody...do czasu.
Miejscowa fauna, pod postacia zmutowanych komarow nie dawala nam zyc.
Co chwila ktorys z chlopakow atakowany byl przez te skrzydlate, rozwscieczone bestie. Po obaleniu paru( -nastu) piwek rozochocona ekipa - przy dzwiekach policyjnej syreny oraz soundtracku z najnowszego "Climax..." - wrocila na ukochane Rado.
W tym momencie do lantrowozu zostaje wciagnieta Ola, szybki kurs pod "kryzysowy", odstawienie Woody`ego i sprint "za tory" - impreza znowu trwa w najlepsze - koks, wodka, sto zlotowe banknoty, szybkie samochody i bron palna.
Po 15 - 20 min Hofs zawija sie do siebie, idac w kierunku swojej kanciapy. Im blizej domu, tym slabiej slychac wystrzaly 9 mm broni oraz - dobiegajace z glosnikow - "...U R not alone..." .
Ponizej mala galeria z naszego gangsterskiego wypadu:







Hofs i Woody PoprawiU :)