Pod dosyc dlugiej "wpisowej abstynencji" postanowilem zamiescic kolejny wpis, tym razem jednak w nieco innym, melancholijnym i bardziej powaznym, rzec mozna, klimacie.
Najpierw wypadaloby napisac slowo wstepu dla nieuswiadomionych Czytelnikow. Jak pewnie Wam moi drodzy wiadomo, cegielnia to dosyc pokazny teren nieuzytkow, tkwiacy sobie jak gdyby nigdy nic, posrodku naszego osiedla. Z lotu ptaka teren ow wyglada, jak poligon atomowy (ew. wielki i oblesny pryszcz ) - wielka czarno-zielono-brazowa plama, otoczona wianuszkiem szaroburych ulic i blokow.
Ale do rzeczy...
Spacerujac dzis rano po naszym alkoholowym rezerwacie uderzyla mnie jedna rzecz - bardzo rzadko mam okazje przyjrzec sie miejscu naszej alkohlizacji za dnia.
Dopiero teraz, w dziennym swietle, ujrzec mozna jak uroczym miejscem, jest nasza kochana cegielnia.
Kazde z zamieszczonych ponizej zdjec z powodzeniem mozna by pewnie zamiescic na kartce pocztowej, z podpisem - Bory Tucholskie, Park Krajobrazowy XXX itd. Kazdy zakatek naszego alkoholowego rezerwatu wprost tetni zyciem - pomruki ( copyrighted to Aleksandra B. ), Jeze europejskie ( gatunek chroniony ), czy bardziej popularne gatunki fauny pod postacia kotow, psow czy zuli.
Wiekszosc z tych mniejszych, badz wiekszych zwierzatek jest nieodlacznie zwiazana z cegielnia.
Tak samo my - tworcy tego bloga - nie wyobrazamy sobie zycia bez wypadow na cegielnie, zimnego piwka, saczonego na lonie natury przy akompaniamencie spiewu ptakow czy odglosow wydawanych przez kopulujace jeze. Jednym slowem - nie ma drugiego takiego miejsca jak cegielnia, majacego tak specyficzny urok i swoista magie. Zapraszam tym samym do obejrzenia paru zdjec tego urokliwego, jedynego w swoim rodzaju miejsca:
A juz w nastepnych odcinkach bedziecie mogli, drodzy Czytelnicy, przeczytac m.in. o naszej, powstajacej w bolach, superprodukcji filmowej, dramatycznej wojnie podjazdowej z policja i nasza odwieczna nemezis - nowobogackimi( "Tak wlasnie bylo, wszyscy spierdalalismy" ) oraz o dzisiejszymi ekipowym pozegnaniu lata. To wszystko juz niedlugo, a wiec do przeczytania wkrotce :)
Dzeń 13 bierzącego miesiąca, roku pańskiego 2010 okazał się być całkiem udanym dla trzech członków alkokoa. Jeden z naszych szanownych członków w osobie Bąka, nabył wyższe wykształcenie na bazarze zwanym Wydziałem Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego, i tym oto sposobem stał się Administratywistą (nie administratorem, administrator to może być sieci albo budynku def by Bąku) albo jak kto woli poprostu wykstałciuchem. Hofs a także ja (Woody) wojowaliśmy szbelką z katedrą metod ilościowych wydziału OiZ (orgii i zabaw) i wyszliśmy z tej wojenki całkiem zwyciezko z trójkami w indeksie :D. Po przydługim wstępie, uzasadniającym nasze spożycie, przejdę do sedna. A to było tak...
Lista obecności: PaTi, Aleksandra B., Bąku, Hofs, Dąbrol, Woody, Ahmed(miał pojawić sie na chwilę ze względu na naukę, ale został na dłużej)
PaTi oraz Aleksandra B. Znana równierz jako Aleksandra B. Postanowiły urządzić ognisko. Powód był, to stwiedziliśmy że niech im będzie. Udaliśmy się więc do biedro (nie chciało nam się dygać do Techo) i tam po nabyciu napojów wysoko procentowych, udaliśmy się za tory, w miejsce odosobnienia. Po dotarciu na miejsce, pieprznęliśmy to co mieliśmy na ziemię i rozpoczęło się spożycie. W połowie pierwszego piwa ww dzierlatki zaczęły domagać się ogniska, tym sposobem zaczęło się gromadzenie gałęzi, suchej ściółki a także tochybateżbędziesiękurwajarało. W międzyczasie pojawiła się baba zbierająca grzybki-halucynki, i domagała się od nas torebki foliowej, oczywiście musiała zostać poświęcona moja patorba zakupiona w pobliskiej biedronce za całe 7gr!. Po uzbieraniu tego całego badziewia, zaczęła się zabawa z odpaleniem, czegoś, co w małym stopniu przypominało profesjonalne ognisko (przedmioty które zostały użyte do ww czynności pozostają tylko do wiadomości tam obecnych) ale udało je się całkiem ładnie rozpalić.
Gdy ognisko powoli zaczęło dogasać, PaTi chcąc utrzymać je przy życiu, wyruszyła wyekwipowana w toporek oraz Dąbrola w poszukiwaniu czegoś co nadawało by się do tego, aby poszło z dymem. Po niecałych 5 minutach ekipa poszukiwaczy powróciła i zakomunikowała że znalazła stary tapczan. Długo nie myśląc, podstawka tapczanu wraz z dyktą (ciężką) została przetransportowana w miejsce gdzie miała dokonać swego żywota. Siedząc tak przy ognisku (palącym się tapczanie) Bąka naszła refleksja pt. Nie będzie co dzieciom wspminać i stwierdził że tu cytat: powiem dzieciom że świętowałem zdobycie wyższego wykształcenia z ..., przy płonącym tapczanie? Tak bardzo zmartwiło to Bąka że już więcej o niczym nie był wstanie myśleć. Gdy tapczan zagasł, udaliśmy się jeszcze na piwo do Tesco. Tam, odczuwając nieprzyjemny wir w żołądku (gastrofazę), chcieliśmy coś zakupić w celu spożycia. Mi udało się namówić Hofsa abyśmy nabyli na spółkę najtańsze ruskie Tesko-pierogi (2.99 zł za 400g),po ich spożyciu przeprowadziliśmy akcję dywersyjną na mieszkańcach Banku (wywaliliśmy opakowanie na ulice,[ używanie mądrych frazesów czyni nasz blog bardziej zajebistym]). Póżniej już dogorywaliśmy na trzepaku, wspominając pierogi o niesamowitym smaku. I wten oto sposób młodzież,kwiat narodu, przyszła inteligencja uczciła zdobycie wyższego wykształcenia przez Bąka.
A teraz cieszymy się trzema tygodniami wolności :D.
PS. Prowadzone śledztwo ws brutalnego morderstwa jeżyka zostało umorzone, oficjalnie z braku dowodów,a nieoficjalnie wywierano na nas naciski z Prokuratury okręgu Czelabińskiego w Środkowej Abchazji w celu zamknięcia śledztwa. Ta zbrodnia przejdzie do historii obok takich zdarzeń jak zamach na Kennedy`ego czy też jakiegoś innego zabójstwa.
Witam wszystkich stalych bywalcow naszego alko-bloga. Jak zapewne zdazyliscie zauwazyc, im blizej wakacji, tym czestotliwosc naszych wpisow leciala na leb, na szyje. Powod ww. sytuacji byl bardzo prozaiczny - sesja, praca zarobkowa etc. Zdecydowana wiekszosc autorow bloga moze pochwalic sie ( watpliwym )stautsem studenta, tak wiec mam nadzieje, ze zrozumiecie taka, a nie inna sytuacje naszego "wirtualnego dziennika". Ponizej postaram sie przytoczyc co wazniejsze i ciekawsze "akcje", ktorych bylismy bohaterami/swiadkami, w ciagu tych mijajacych wakacji. Dla wygody czytajacego przytocze tylko kilka z nich.
"...szukajcie, a znajdziecie..."
Uwazni czytelnicy pamietaja zapewne szlachetny trunek o nazwie "Holba". Otoz po dlugich poszukiwaniach, z narazeniem zycia i zdrowia, udalo nam sie odszukac jego godnego zastepce - "Staropolskie Mocne" - 7%, poltoralitrowa plastikowa butelka, gustowne zamkniecie. Pierwsza sztuka tego szlachetnego napitku znaleziona zostala w zaprzyjaznionym sklepie "U Haliny" ( ew. "Alkohol" ). Pod udanych zakupach udalismy sie w mozliwie ustronne miejsce spozycia - pobliski sklep SPOLEM wydawal sie idealnym wyborem. Oto kilka fotografii z tamtego wieczoru, by pokazac Wam, drodzy Czytelnicy, jak potrafi sie bawic nasza ekipa.
Nasz Święty Graal w pelnej okazalosci.
Maly zoom na obiekt kultu
Zapraszamy również na historyczne otwarcie w jakości HD!
Milosc spod podziemnego przejscia
Wiele razy juz naszej ekipie zdarzalo sie wpadac w mniejsza, badz wieksza interakcje z ludnoscia miejscowa. Jednak nigdy jeszcze owy kontakt nie mial tak glebokiego i szerokiego charakteru. Stojac sobie, pod wymienionym w podtytule, przejsciem podziemnym do naszej , mocno podpitej juz, ekipy podbila para mocno "zmeczonych zyciem" mezczyzn, Pierwszy - na oko 40 lat, widoczne braki w uzebieniu, gadatliwy i mocno irytujacy - wypluwajac slowa z predkoscia karabinu maszynowego, dosyc mocno belkotajac, staral sie dowiedziec ,gdzie w okolicy znajduje sie najblizszy przybytek uciech cielesnych ( dla mniej rozgarnietych, badz oczytanych Czytelnikow : burdel ). Po chwili do rozmowy wlaczyl sie jego kolega - okolo 25 - 30 lat, lekko opalony, zloty lancuch + spora ilosc zelu na przerzedzonej czuprynie powinny dopelnic obrazu owego delikwenta. Po dluzszej rozmowie okazalo sie, ze pan nr.1 zakochal sie swego czasu w pewnej panience lekkich obyczajow ( dla mniej rozgarnietych, badz oczytanych Czytelnikow : kurwie ), po czym przybyl - niczym rycerz na bialym rumaku - na Rado w poszukiwaniu swej ukochanej. Pan nr.2 natomiast - poznany chwile wczesniej w tramwaju z panem nr.1 - jako rodowity Lodziak, postanowil pomoc koledze w jego epickich poszukiwaniach. Po okolo poltorej godzinie bezowocnej rozmowy, podziekowan, bluzgow, "szanowan" i charchniec pozegnalismy sie z naszymi nowymi znajomymi, zyczac im szczesliwej drogi i majac cicha nadzieje, ze kolejne spotkanie raczej nigdy wiecej sie nie odbedzie.
Wszystkie koty nasze są
Miejsce : domek zula Lista obecnosci: Bonku, Hofs, Alkohol Godzina: okolice 21
"- Co to kurwa jest ? " - tymi oto slowami, pelnymi mocno zaakcentowanego zdziwienia, nasi bohaterowie zareagowali na szumy i trzaski, dobiegajace z pobliskich krzakow. Po chwili okazalo sie, ze zamiast spodziewanego jeza, badz zula, przyczyna halasu byl maly, czarno bialy kicius ( how KURWA sweet ). Nasz duet, zamiast skupiac uwage - jak dotychczas - na sytuacji politycznej w kraju, przyszlym doroslym zyciu, pracy, milosci, sporcie czy puszczanych bakach ( ups :( ) zwrocil sie w strone czteronoznego futrzaka. Po wstepnych ogledzinach okazalo sie, ze kot prawdopodobnie komus uciekl i nie mial raczej za duzego pojecia co ze swoja kocia osoba poczac. Jako, ze srednio nadawal sie do wspolzycia czy konsumpcji nasi bohaterowie postanowili go oswoic. Po krotkim czasie kociak lasil sie, krecil czy ocieral sie o nasze alko-nogi, mile pomrukujac. Mimo tego, ze jako teoretyczne alkoholowe wyrzutki spoleczenstwa, powinnismy posiadac w miejscu serca dodatkowa watrobe lub zoladek, zrobilo nam sie zal naszego malutkiego, futrzatego kociaczka ( how KURWA sweet x2 ) . Wolajac go i pomialkujac ( a przy tym raczac sie wyborowym trunkiem marki "Kiper Miodowy " ) dotarlismy pod klatke Bonka, ktory, w swej nieskonczonej dobroci serca, postanowil nakarmic naszego nowego przyjaciela. Naprawde milo bylo patrzec, jak pare minut pozniej Kiper ( tak zostal przez nas ochrzczony nasz nowy kompan ) zajadal sie zniesionym przez Bonka Kittie Cat`em. Krotka droga z powrotem na Domek Zula (tm), klejna czesc kociej uczty i nasze drogi ( przynajmniej na ten wieczor ) rozchodza sie ( chlip- chlip). Maly Kiperek ( ktory - jak sie pozniej okazalo - tak naprawde jest Kiperka, a moze nawet Warka ) podreptal w swoja strone, a nasze alko-nogi poniosly nas w noc... w poszukiwaniu innych, bardziej wymagajacych wyzwan.
Zagubiony kot-transwestyta i para mlodocianych alkoholikow - takie rzeczy tylko na Radogoszczu.
Udomowienie kota ( wbrew obiegowym opiniom ) wcale nie musi trwac tysiecy lat.
Mniej więcej większość z was, czytaczy, tak właśnie reaguje wchodząc codziennie na naszego bloga, zastanawiając się co się z nami, autorami, dzieje.
Ano dzieje się i to nie za dobrze się dzieje. Od dłuższego czasu ekipa jest prześladowana przez: konfitajniaków, nowobogackie kurewy i inne dziadostwo działające w komitywie z dozorcą.
Zaczęło się od niby niewinnych, coraz częstszych najazdów patroli policyjnych (wczoraj mieliśmy nalot 20 radiowozów ot co :P) a także wykrzykiwania pod naszym adresem różnych epitetów przez emerytów i rencistów (chyba już wtedy przygotowywali się do obrony krzyża). Wtedy już coraz częsciej musieliśmy ukrywać się w zaroślach pobliskiej cegielni. Tłumaczyliśmy sobie że to tylko czasowe, do momentu gdy będzie ciemno. Pewnego dnia niczego niespodziewająca się brygada Unfallkommando udając się w celu rozpoznania miejscówki natrafiła na największą możliwą tragedię (no, większą tragedią było by tylko gdybyśmy wszyscy pozamieniali się w pedaluchów), OGRODZILY BANK (ławeczkę w sensie)!!!!!.
Do dnia dzisiejszego nie możemy pozbierać się po tej tragedii, ale że trzeba być Twardym a nie miętkim i trzymamy się ramy to się nie posramy planujemy działać!
Regularnie spotykamy się na domku żula, robimy ataki wyzywająco-zaczepne w stosunku do nowobogackich kureff a także dyskretnie kradniemy bezprzewodowy internet. Niestety nowobogackie nie pozostają dłużne, po akcji uprzątnięcia domku rozpiździły worki ze śmieciami, porozrzucały potłuczone szkło, rozjeżdzają się Dżipami i starają się nas kontrolować.Niestety są też ofiary tej nierównej walki, Jeżyki, nasza chluba, nasi przyjaciele również cierpią, ostatnio Hofs przechadzając się w celu rozpoznania po alei słupków, zauważył zamordowanego jeża (czynności śledcze przeprowadzone na miejscu zbrodni dowiodły że sprawca poruszał się nowobogacką Skodą Octavią w dyzlu z oponami w rozmiarze 195/85 R15, czynności operacyjne nadal trwają). przy jeżyku znaleźliśmy także karteczkę na której było napisane :Któreś z was będzie nastęne. Wywołało to ogromne poruszenie w naszym środowisku i ta zbrodnia jeszcze bardziej zewrze nasze szeregi! Nie poddamy się! będziemy walczyć partyzancko, planujemy także skontaktować się w tym celu z Al-kaidą i odradzającą się Łódzką ośmiornicą.
A tak na marginesie http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/502206,policjanci-zatrzymali-dilera-narkotykow-po-poscigu,id,t.html Ten pan nie miał nic wspólnego z naszymi planami wykorzystywania cegielni w celu produkcji narkotyków.
Z pijackim pozdrowieniem Chu-haj. Woody
W zyciu kazdego mezczyzny przychodzi taki dzien, kiedy musi powiedziec "STOP"... ten dzien to wlasnie dzis.
Ucieczka od otaczajacej nas rzeczywistosci, od pracy, szkoly, nauki, pieniedzy, kobiet i tego wszystkiego, co nas na co dzien otacza, ten dzien to 30 czerwca 2010 A.D - bedzie zapisany w naszych annalach jako "DZIEN GANGUCHA". Ale do rzeczy...
...nakreatynowana i natestosteronowana czesc ekipy ( pod postacia Bonka i Dabrola ), prosto po wyjsciu z kuzni, zawinela - ganguchowskim lantrowozem - pod klatke Hofsa, by po zgarnieciu owego pojechac po Woody`ego.
Po spontanicznej dyskusji oraz zakupie alkoholu w naszym zaprzyjaznionym hiper-super markecie ganguchy udaly sie w plener. Przekraczajac dozwolone w polskim prawie drogowym limity predkosci i halasu ekipa dotarla na miejsce ( zachodzace slonce, krystalicznie czyste lustro wody, zieleniace sie drzewa, rosnace w pobliskim lasku ) Otworzylismy nasze piwka i oddalismy sie kontemplacji otaczajcej nas przyrody...do czasu.
Miejscowa fauna, pod postacia zmutowanych komarow nie dawala nam zyc.
Co chwila ktorys z chlopakow atakowany byl przez te skrzydlate, rozwscieczone bestie. Po obaleniu paru( -nastu) piwek rozochocona ekipa - przy dzwiekach policyjnej syreny oraz soundtracku z najnowszego "Climax..." - wrocila na ukochane Rado.
W tym momencie do lantrowozu zostaje wciagnieta Ola, szybki kurs pod "kryzysowy", odstawienie Woody`ego i sprint "za tory" - impreza znowu trwa w najlepsze - koks, wodka, sto zlotowe banknoty, szybkie samochody i bron palna.
Po 15 - 20 min Hofs zawija sie do siebie, idac w kierunku swojej kanciapy. Im blizej domu, tym slabiej slychac wystrzaly 9 mm broni oraz - dobiegajace z glosnikow - "...U R not alone..." .
Ponizej mala galeria z naszego gangsterskiego wypadu:
Myśleliście że nasz blog upadł? No to się bardzo myliliście, otóż przez ten calusieńki czas naszej "nieobecności" poświęciliśmy na naukę :D. Dobra chuj jakiś wstęp musiałem wymyślić żeby bardachy nie było. Tak naprawdę osoby które są odpowiedzialne za bloga tj. Ja (Woody), Hofs i Fiszu postanowiły poszukać różnych ścieżek natchnienia. Hofs buszował w pomidorach szukając odpowiedzi na bardzo poważne pytania, Fiszu postanowił chlać non stop i bujać się po mega burżuazyjnych koncertach Beaty Kozisrak itp. Ja natomiast chciałem zająć się stworzeniem strony www dla ludzi którzy znają się na prawdziwej muzyce czyli technodlapojebow.ru. :D Ale do rzeczy:
Środa 26.05.2010
Wyjście pt. mamy święto.
Obecni:
Hofs
Woody
Wyjście jak każde inne zaczęło się od nabycia alkoholu w Tesco.
Jako że dzień wcześniej odwiedził nas patrol policji z komendy miejskiej w Łodzi który oczywiście serdecznie pozdrawiamy jp jp jp jp jp na 70% (bo policjanci mogą mieć otwartą szybę w radiowozie) :), musieliśmy się przenieść na ceglane do momentu aż nie zrobi się ciemno.
Podczas uwalniania świata od wody ognistej, nawiedzili nas Johnee oraz jego młodszy brat czyli Młody. Po pochwaleniu się że nabyli drogą kupna sól do zmywarki, udali się do swojego miejsca zamieszkania (kwadrat, meta). Natomiast ja z Hofsem udaliśmy się ponownie do blaszanego alko przybytku. Po zakupieniu złocistego, gazowanego napoju przycupnęliśmy na ławeczce. I tu przechodzimy do meritum, bo mianowicie to, cośmy wymyśliliśmy to się nawet w mega,rozepchanej pedalskiej dupie nie mieści.
A więc tęgie głowy obecne na banku doszły do wniosku że musimy założyć quasi państwo. Nasze małe imperium miało by się mieścić głównie na terenie cegielni plus obwód bankowy.
Głównymi obywatelami naszego księstwa były by jeżyki, tak jeżyki ale nie zwykłe jeżyki ale nowa, jeszcze nie odkryta rasa alkohomofobiczna jeżów europejskich (z gr. Pedalus jebalus alko spozywajus) . Po ustaleniu granic naszego państwa, wysyłalibyśmy jeżo-terrorystów do zdobywania strategicznych punktów na naszym osiedlu tj. biedronka, tesco a także buda z pieczywem pani Danuty. Nasze państwo żyło by głównie z uprawy konopi indyjskich a następnie z dystrybucji za pomocą jeżów (przymocowywalibyśmy tytki z używkami do jeżo-kolców) później przerzucilibyśmy się na kwas i grzybki halucynki.
Po zamachach terrorystycznych zamieszczalibyśmy swoje wideo w internecie na kanale youtube.com/aljeżira.
Uchhh nie wiem czy powienienem to tu zamieszczać no ale coś wrzucić trzeba byo :D.
Mam tylko cichą nadzieję, że nie wbije się nam na chatę grupa marines pod pretekstem szukania ropy naftowej albo coś w ten deseń :p.
A i jeszcze jedna rzecz, Ja oraz hofs nie zażywaliśmy ŻADNYCH narkotyków ani innych substancji psychotropowych.
Dziękuję dobranoc :)
Jako, że było już sapanie i pierdzenie na temat braku wpisów:
Proszę państwa oto nowy cykl na naszym blogu, czyli rozmowy w rynsztoku. Cykl ten będzie zawierał w sobie wywiady z nami czyli członkami tzw. alkokoa, a także z różnymi innymi ciekawymi osobistościami, które muszą z nami koegzystować.
Dzisiaj na pierwszy ogień idzie kalafior... nie jest to zwykły kalafior, tylko Kalafior z Tesco.
Na pana Kalafiora natknęliśmy się na dziale warzywnym, w którym to ww. postać urzęduje pomiędzy kalarepą, a karczochami.
Chłopaki z Ban(a)ku: - Witamy pana panie Kalafiorze!
Pan Kalafior: - Co jest k*****?
CzB: - Gówno!
Trzon grupy piwożłopów z banku stanowią:
Woody,
Hofman,
Kuba,
MJ - niestety teraz coraz rzadziej się pojawiający, przez jakże wyczerpującą prace w służbie zdrowia.
Ponadto:
Fishu,
Bąku,
Ahmed
I kilka blachar :D